wtorek, 11 grudnia 2012

Rozdział 1

- Hermiono, ty nie jesteś córką Grangerów- powiedział Dumbledore- Twoim ojcem jest Tom Riddle. Jeżeli przejmiesz jego nazwisko będziesz musiała przejść ponownie Ceremonie Przydziału.
Czułam, że mój świat się zawalił. Nie wiem jak zareagują Harry, Ron i Ginny. Boję się tego, że odwrócą się ode mnie i ich stracę.
- A co z moją matką?- zapytałam. Dyrektor westchnął smutno.
- Przykro mi, ona nie żyje. Rzuciła na ciebie zaklęcie przeciwieństwa, ukryła cie i została zamordowana przez Bellatrix Lestrange.
Moim ojcem jest wariat bez nosa, który poluje na mojego przyjaciela. Matka nie żyje. Po prostu cudownie!
- Przejmujesz nazwisko Riddle i przejdziesz ponowną Ceremonię?- zapytał Dumbledore. Tak czy nie, jedno słowo miało zdecydować o mojej przyszłości.
- Tak.- powiedziałam. Może i nie jest kryształowo dobry, ale jest jednak moim ojcem. Należy mu się szacunek. Dyrektor wyjął z szuflady jakieś dokumenty i położył przede mną.
- Jeżeli to podpiszesz nie będzie już odwrotu- powiedziała prof. McGonagall. Podpisałam dokument.
- Czy on wie, że to ja?- zapytałam. Dumbledore skinął twierdząco głową.
- Jeżeli będzie próbował się z tobą skontaktować, nie odpowiadaj mu. Nie jesteśmy pewni do czego jest zdolny- odparł dyrektor- Poczekasz tu do uczty, więc możesz wziąć sobie jakąś książkę z regału.
Snape podszedł do mnie i w milczeniu podał mi moje bagaże, a następnie wyszedł z gabinetu dyrektora. Wzięłam wielką książkę o starożytnych czarodziejach. Przeczytałam prawie całą książkę, gdy Dumbledore powiedział, że trzeba już iść. Przetransmutowałam moje ubranie na mundurek i weszłam do Wielkiej Sali Usiadłam byle dalej od Harrego, Rona i Ginny. Zaczęła się Ceremonia Przydziału. Jestem pewna, że trafię do Slytherinu.
-Riddle, Hermiona- powiedziała prof. McGonagall. Wdech, wydech i wstałam. Wszyscy uczniowie zastanawiali się o co chodzi. Nie spojrzałam na moich przyjaciół bałam się ich reakcji. Droga do stołka była niczym droga krzyżowa. Usiadłam, wdech, wydech i opiekunka Gryfonów położyła mi Tiarę Przydziału na głowę.
- Witaj ponownie Hermiono, byłam pewna, że znowu się spotkamy. Zaklęcia chroniące wygasły. Jesteś inna. Pamiętasz jak wtedy myślałam czy przydzielić cie do Slytherinu, wtedy nie byłam pewna, bo zaklęcia mi nie ukazywały prawdziwej ciebie. Tak więc Slytherin- krzyknął kapelusz. Chwiejnym krokiem ruszyłam do stołu Ślizgonów. Co rusz słyszałam "Co tu robi ta szlama".
- Hermiona Riddle?- podeszła do mnie wysoka niebieskooka blondyka- Jestem Annabelle Martin. Prof. Snape prosił, żebym odprowadziła cię do pokoju wspólnego.
Na szczęście okazało się, że w będę dzielić dormitorium tylko z Annabelle. Po wejściu do pokoju wspólnego przyleciała sowa.
Droga córko,
chciałbym się z tobą spotkać. Jutro o 18 w Zakazanym Lesie. 
Tom Riddle

***
 Rozdział dedykuje mojej kochanej i niecierpliwej Nox. :*

poniedziałek, 26 listopada 2012

Prolog

1 września. Moja ulubiona data. Powrót do Hogwartu. To już szósty rok. To tak szybko zleciało, a ja pamiętam wszystko jakby to było wczoraj. Pamiętam jak Tiara Przydziału zastanawiała się gdzie mnie przydzielić. Slytherin czy Gryffindor? Sprytna, przebiegła, dumna ale i odważna. Tiara przydzieliła mnie jednak do Domu Lwa ze względu na moje pochodzenie. Jestem mugolaczką, a w Slytherinie nie miała bym życia. Co rusz słyszałam od Ślizgonów to okropne słowo. SZLAMA. Przez pierwsze trzy lata bolało, ale później przestałam być płaczącą po kątach dziewczynką. Stałam się silną młodą kobietą. Obelgi innych już mnie nie ranią. Nawet na nie nie reaguję, więc wszyscy dali sobie spokój.
- Hermiono, już czas jechać- do pokoju weszła mama. Od momentu kiedy przyjechałam do domu na wakacje codziennie pytała ''Czy dobrze się czujesz?" lub mówiła dziesięć razy dziennie "Kocham Cię". Była cały czas poddenerwowana.
Droga na dworzec King's Cross minęła w milczeniu. Pożegnałam się z rodzicami, nie obyło się bez łez mamy i ruszyłam na peron 9 i 3/4. Chciałam już wbiec na peron, lecz nagle ktoś szarpnął mnie za rękę.
- Panno Granger dyrektor chce się z panią widzieć- to był Snape- Idziemy?- jego głos po raz pierwszy nie był przesiąknięty jadem. Skinęłam głową. Poszliśmy do jednej z sali oczekiwań. Zmniejszył moje bagaże i schował je w kieszeni swojego płaszcza. Złapałam go za rękę i zamknęłam oczy. Poczułam szarpnięcie w okolicy pępka.
- Granger możesz już mnie puścić- ja natychmiast otworzyłam oczy i odskoczyłam od nauczyciela eliksirów. Aportowaliśmy się w Hogsmeade. Zwykle tętniące życiem miasteczko było ciche i puste. Snape ruszył właśnie w kierunku zamku, więc poszłam za nim. 
Dlaczego dyrektor chce się ze mną spotkać?- tylko to chodziło mi teraz po głowie.
Po kilku minutach szybkiego marszu dotarliśmy pod bramę Hogwartu. Zamek podobnie jak Hogsmeade był spokojny.
- Idziesz czy będziesz tak stać?- zapytał Snape wyrywając mnie z zamyślenia. W drodze do gabinetu dyrektora, tak jak i w drodze do Hogwartu, nie odezwał się ani słowem. 
- Kwachy- mruknął nauczyciel do posągu chimery i natychmiast ukazały się schody. W gabinecie czekało dwoje ludzi- Dumbledore i McGonagall.
- Witaj Hermiono- powitał mnie dyrektor- Zapewne zastanawiasz się dlaczego cię zaprosiłem. To co ci powiem może być dla ciebie szokiem, więc..
- Albusie, po prostu jej to powiedz- powiedziała McGonagall
- Hermiono- zaczął Dumbledore- ty nie jesteś córką Grangerów..

Obserwatorzy